Menu

12 km przez lawę i żużel czyli Ruta del Litoral

Szlak można zacząć z miejscowości El Golfo i skończyć na Playa de la Madeira i taki był pierwotny plan, ale w końcu postanowiliśmy zacząć inaczej.
Autobusem dojeżdżamy do Mancha Blanca i stamtąd szlakiem Caldera Blanca prowadzącym obok wygasłych wulkanów, m.in. Montana Blanca. Po około 12 km jesteśmy na plaży Playa de la Madeira i zaczynamy właściwą wędrówkę.

Opisy szlaku, które można znaleźć w necie, brzmią bardzo romantycznie: ponad 12 kilometrowy szlak prowadzący brzegiem oceanu przez pola zastygłej lawy, na skraju Parku Timanfaya. Czas przejścia: 4,5h.
Wszystko się zgadzało poza tym, że te 12 km szliśmy 5h i myślę, że było to co najmniej tak męczące, jak 20 km każdego innego szlaku.
Zachwytu formami zastygłej lawy, hukiem oceanu i rozbijającymi się o klify falami starczyło na pierwsze 2h. Gdy musieliśmy szukać szlaku wśród skał, pojawiła się myśl: Niech już się skończy ten etap!
Gdy w końcu kończy się lawa, tak się tym ekscytujemy, że zaczynamy podążać za parą staruszków. Raptem 2,5 km nakładki, słońce jest już nisko a my chcemy jeszcze zrobić zakupy i dopiero szukać noclegu. Gdy do zachodu słońca zostaje 15 minut i na horyzoncie pojawiają sie deszczowe chmury, po raz kolejny zmieniamy plan.
Robijjamy się przed El Golfo, przy samej drodze, na dnie krateru wygasłego wulkanu Montana del Golfo. Mamy jeszcze ponad litr wody, wystarczy na kolację i śniadanie, a zakupy zrobimy rano.

O Nas

Dzień dobry bardzo. Ja to Paweł, a ona to Iza. Witamy Cię na naszej stronie. Jesteśmy w miarę normalną parą, poza tym że nie zgadzamy się z przyjętą przez większość definicją normalności, a wręcz się przeciwko niej buntujemy. Wierzymy w to, że życie nie sprowadza się jedynie do bezsensownej konsumpcji, a do szczęścia nie jest nam potrzebny nowy ajffon. Wierzymy w życie z pasją, pełne aktywności, pokonywanie własnych słabości, a przede wszystkim wierzymy w Boga. Dzięki jego opiece i ciężkiej pracy conajmniej raz w roku możemy się wyrwać z pułapki normalności. Na tydzień, miesiąc, czy dwa. Stopem, rowerem, pieszo albo samochodem. Nie musi to być wcale daleko. Życie ma smak i zapiera dech w piersiach nawet w „naszych” Karkonoszach. Wystarczy wziąć plecak, zmienić tryb na offline, wyciszyć telefon i wyjść z domu. Przed nami miesiąc w Albanii. Rodzina i przyjaciele przyzwyczaili się już, że będąc gdzieś dalej piszemy dla nich jakąś krótką relację. Tak będzie i tym razem. Zapraszamy do wspólnej podróży.